Krótka historia Rodu

Start / Début Up / Retour

 

Jak powiększyć fotografię czy rysunek? Kliknij tutaj

Ród Serdakowskich

Od Edmunda de Serdain (1786-1831)  >  do Edmunda mojego ojca (1912-1994)

Historia rodu Serdakowskich, jak dotychczas, składa się z serii słabo lub niewiele udokumentowanych legend, głównie przekazywanych z ojca na syna, lub z nielicznych kronik pisanych, których wiarygodność nie została jeszcze potwierdzona bezspornie historycznymi dokumentami. Dlatego też historię tą nazywam na razie Legendą.

Mój ojciec, Edmund, bardzo niewiele wiedział na temat historii rodu i chyba nigdy się tym nie interesował. Jego jedyny brat, Henryk, opowiadał mi z przejęciem o tatarskich korzeniach Serdakowskich, i to nie byle jakich: wywodzimy się - według niego - z arystokratycznego rodu tatarów krymskich !!!  Stryj Henryk nie potrafił jednak bliżej określić, ani z jakiego rodu, ani z jakiego miejsca, ani w jaki sposób nasz tatarski przodek znalazł się w Polsce. Jedyne co pamiętał z dzieciństwa, to mgliste opowiadania babci (Korsakówny z domu) i pieczęć rodową, którą bawił się w kancelarii majątku w Otołczycach. Narysował nawet z pamięci obraz odcisku tej pieczęci (rysunek obok). Dopiero w roku 1997-mym odnalazł mnie - przez Internet - inny członek rodu: Bronisław Serdakowski z Dębna, i dzięki przekazom które posiada uchyliły się nieco wrota przeszłości i mgliste cienie stryjowych tatarów krymskich zaczęły nabierać ludzkich kształtów. Przez dalsze poszukiwania mam nadzieję przekształcić tą Legendę w prawdziwą Historię.

*    *    *

"... Wjechawszy na okalające nas wzgórza zobaczyliśmy jadąca naprzeciw jazdę kozackich mołojców. Dojrzawszy nas huknęli wystrzałami i zaczęli buńczucznie potrząsać szablami w celu powstrzymania naszego ataku. Jednakże nie onieśmieliło to, a wręcz przeciwnie, podjudziło jeszcze do ataku naszych ordyńców, którzy pognali konie pociągając za sobą cały półksiężyc jazdy. Wypuścili gromadę strzał z łuków i wnet otoczyli całą kozacką gromadę. Po krótkiej chwili, gwałtowne starcie przerodziło się w zupełny pogrom kozackiego oddziału i tylko nieliczni rzucili się do ucieczki ...

... Uwagę naszą przykuły kozackie wozy taboru. Jak się okazało, były one załadowane wszelakim dobrem zrabowanym przez pogromionych kozaków gdzieś na lechickich ziemiach. Zaraz też ordyńce zajęli wozy jako zdobyczny łup wojenny. Twój ojciec i ja zbliżyliśmy się do jednego z największych wozów, zaprzężonego w czwórkę koni i okrytego budą z parcianej płachty. Po podniesieniu jednej ze stron tej płachty, oczom naszym ukazało się wnętrze zapełnione różnorodnymi dobrami. W głębi znajdowało się leże wymoszczone skórami i futrami, na którym spoczywała nieprzytomna lechicka branka o bladym obliczu. Przy jej legowisku siedziało służebne pachole i zalęknionymi oczyma wpatrywało się w nasze twarze. Nieprzytomna była młodą dziewczyną w wieku około dziewiętnastu lat i była bardzo piękną kobietą. Jej ubiór i złoty łańcuch na szyi - co ogarnęliśmy szybkimi spojrzeniami - wskazywał na pochodzenie z wysokiego lechickiego rodu ..."  

Z kroniki „Opowiadania i Legendy”, autor: M. Dowgielskij, Moskwa 1882.

*    *    *

"... W niewielkiej odległości od piorących kobiet, na piaszczystej plaży, bawiła się gromadka dzieci: kilkunastu chłopców i parę dziewczynek. Prym wśród nich wodził może dziesięcioletni chłopczyk, który widać było iż uzurpował sobie prawo przywódcy i narzucając swoją wolę wydawał polecenia pozostałym dzieciom. Inni uczestnicy zabawy posłusznie podporządkowywali się jego poleceniom i rozkazom. Na pierwszy rzut oka można było się domyśleć że jest zapewne synem naczelnika plemiennego. Chłopiec ten znacznie różnił się wyglądem od pozostałych towarzyszy zabawy. Był sporo wyższy od innych a jego rysy twarzy oraz blond czupryna wskazywały iż jest odmiennego pochodzenia ...

... Widać było że kobieta ta cieszy się szacunkiem i zaufaniem pozostałych miejscowych kobiet, gdyż zwracały się do niej często z pytaniami i problemami. Zresztą kobieta ta wyróżniała się od pozostałych swoim wyglądem, a także emanowało z niej jakieś dostojeństwo i powaga, co mimo woli skłaniało pozostałe kobiety do okazywania jej szacunku  ...

... I tu popłynęła długa i tęskna opowieść: - O dalekim północnym kraju zwanym Polską; - o tym jak z ręki matki otrzymał nad rzeką chrzest, przez skropienie czoła wodą i wyrzeczenie słów: "Ja ciebie chrzczę w imię Boga Ojca". Dalej matka wyjaśniła chłopcu znaczenie tych słów i ich potęgę, oraz pokazała zawieszony na jej szyi złoty łańcuszek ze złotymi krzyżykiem i medalionem. Wyjaśniła przy tym wagę tego talizmanu i podkreśliła ażeby nigdy nie zapomniał że jest z pochodzenia Polakiem ..." 

Z kroniki „Opowiadania i Legendy”, autor: M. Dowgielskij, Moskwa 1882

*    *    *

"... Wyszedł ksiądz z zakrystii i zaintonował uroczyste Deus in adiutorium, i przykląkł na najniższym stopniu ołtarza; a organy podchwyciwszy tę piękną pieśń rozwijały ją z wielką powagą. Starościna  i starościanka modliły się gorąco, starosta również, zaś młody hetman klęczał z pochyloną nisko głową ...

... Okazało się też iż Wielki Hetman Koronny nie przyjechał tu przypadkowo w tym to czasie, lecz przywiózł od Króla ślubny prezent: akt tytułu książęcego dla młodego hetmana Osmana Stępowskiego i prawo pieczętowania się własnym herbem z półksiężycem na tarczy. Było to wielkim zaskoczeniem i niespodzianką zarówno dla starosty jak i dla samego Osmana, który, jako człowiek stepowy, nie przywiązywał większej wagi do tak zaszczytnych tytułów ...

 ... Hetman Koronny wziął leżący na stole zwój pergaminu, rozwinął go i uroczystym głosem przystąpił do odczytywania jego treści :

-      My z łaski Bożej Król Polski składamy dzięki Hetmanowi Polowemu za jego męstwo i poświęcenie dla Korony. Ponadto w uznaniu jego zasług, a także za uszczerbek na zdrowiu, nadajemy mu posiadłość ziemską o wielkości trzech tysięcy włók gruntów wraz z folwarkiem położoną na północnych rubieżach Rusi Białej, niziny niemeńskiej.  Amen ... 

... Tak to wjeżdżał na swoją posiadłość założyciel Stefankowego Siedliska, człowiek przybyły z dalekiego stepu: najpierw zwany Osmanem, później Osmański, a teraz Oszmiański, z przysługi jakiegoś pisarza miejscowego wojewody, dziedzic posiadłości, dworu, podległych włości i miejscowości Oszmiana ..."   

        Z kroniki „Opowiadania i Legendy”. Autor: M. Dowgielskij, Moskwa 1882

*    *    *

"... Zapadła cisza i bracia oddali się wspomnieniom. Eustachy nachylił się nad płytą grobowca i długo przecierając dłonią wykute litery: "Edmund Edward", jakby chciał przywołać jakieś wspomnienia, jakby chciał nawiązać kontakt ze spoczywającym tu właśnie ojcem, jakby chciał tym gestem go dotknąć. Potem nie podnosząc głowy z nad płyty, powiedział do brata półgłosem:

-        Czy wiesz bracie, że już minęło pół wieku od kiedy ojciec nasz wracał Czarnym Traktem po klęsce z nad Berezyny, mocno zmęczony i z krwawiącą raną; omdlewający znalazł tu schronienie we dworze?

-         Pół wieku i trzy lata, uściślił Michał. Po chwili dodał: Jak dziś pamiętam opowiadania naszej mamy, jak spostrzegła go na tarasie dworu i otwarła mu drzwi, a on powiedział tylko te trzy słowa: "Jestem markiz ... proszę ..."  i padł prawie bez ducha. Opatrzono go, a jego mundur porucznika spalono w kominku ...

... Eustachy odetchnął głęboko i po chwili zaczął wspominać zadumanym głosem:

-         Tak, tak mój braciszku, to były czasy wielkiej świetności naszych rodzinnych dóbr. Po ukończeniu gimnazjum ... , wiesz że miałem zawsze wielką ochotę do prowadzenia gospodarstwa. W armii carskiej nie służyłem bo mama mnie wykupiła od branki. Za radą naszej drogiej mamy ożeniłem się z córką dziedzica Oranowskiego, pana na rozległych włościach majątku w Oranach, i przejąłem stery naszej rodzinnej fortuny, a wy pomagaliście mi w tym dzielnie. Nasza droga mama cieszyła się wielce widząc rodzinną zgodę i rozwój naszych dóbr ..."

 Z kroniki „Opowiadania i Legendy”. Autor: M. Dowgielskij, Moskwa 1882

*    *    *

Kiedy markiz Edmund de Serdain wracał do zdrowia, zbierała się wokół niego cała rodzina Oszmiańskich słuchając ze wzrastającym smutkiem opowieści o klęsce wielkiej armii cesarza Napoleona, w którego zwycięstwo nad carską Rosją wszyscy Polacy pokładali tak wielkie nadzieje. Polskie rodziny chętnie udzielały pomocy francuskim żołnierzom, mimo zakazu władz carskich, bo stale wierzono że Napoleon pomoże Polsce odzyskać niepodległość. Cesarz wracał na białym koniu otoczony przez swoich generałów.

"... On był tam, wyprostowany i patrzył. Był jak to potężne drzewo, które zaczęto ścinać ogromnym toporem.  Tego olbrzyma, dotąd cudownie oszczędzonego, nieszczęście, jak ten ponury drwal, zaczęło kąsać nieubłaganie; a On, ten żywy dąb, drżał pod każdym uderzeniem topora i wstrząsany okrucieństwem rewanżu, patrzył  na padające dookoła niego gałęzie ..."

"... Padał śnieg. Zostaliśmy zwyciężeni przez brak wyobraźni. Po raz pierwszy wielki orzeł opuścił dumną głowę. Czarne dni! Cesarz wracał wolno, pozostawiając za sobą płonącą Moskwę. Padał śnieg. Ranni chowali się w brzuchach zabitych koni; trębacze na granicach biwaków czuwali milcząco w siodłach, wyprostowani przez mróz, biali od szronu przyciskali ustniki trąbek do skamieniałych ust; kule, szrapnele, większe pociski, zmieszane z płatkami śniegu padały z nieba; grenadierzy, zaskoczeni własnym dygotem, szli zamyśleni, niosąc ociężałe lodem posiwiałe wąsy ..."

Wolne tłumaczenie z francuskiego, ze zbioru "Les Châtiments" (Kary) Wiktora Hugo.

*    *    *

"... Pięćdziesiąt tysięcy ludzi zbliża się do dwóch tylko mostów (na Berezynie); ogromne konwoje ciężkich wozów i armat staczają się ku rzece miażdżąc pieszych, zderzając się ze sobą, przewracając się; grupy kobiet nieprzytomnych ze strachu, biegają od mostu do mostu, spychane do rzeki toną z rozdzierającym krzykiem; trwa bezlitosna walka o życie, pod padającym śniegiem, pod ogniem artylerii rosyjskiej, której każdy pocisk wycina pustkę w drgającej masie; jeden z mostów załamuje się; ludzka masa kieruje się ku drugiemu, po którym tylko nielicznym uda się przedostać na drugą stronę, przełażąc przez zwały trupów w towarzystwie przekleństw, skarg umierających, wołania o pomoc unoszonych przez nurt rzeki ...

... I tylko obsługa pontonów, naga, po pachy w wodzie, niewzruszona w tym niesamowitym harmiderze cierpienia i strachu, podtrzymuje i umacnia łamiące się deski, spycha do wody trupy ludzkie, końskie, rozwalone wozy, znajdując przy tym wystarczająco siły aby pozdrawiać i życzyć powodzenia mijającym ich znajomym ..."

Wolne tłumaczenie zapisków historyka francuskiego Lenôtre.

*    *    *

"... W końcu, po nie dających się opisać cierpieniach, resztki Wielkiej Armii dotarły do Wilna, skąd też wkrótce zostały wygnane i ścigane aż do Niemiec. W kampanii rosyjskiej cesarza Napoleona Francja straciła prawie czterysta tysięcy ludzi. Pomimo tego, ta bezprecedensowa klęska przyczyniła się, według historyka francuskiego, Jean Tulard, do wzmocnienia legendy Napoleona, gdyż nawet klęski tego samozwańczego cesarza były unikalne. Napoleon Bonaparte, ten nieszczęsny bohater, został pokonany przez Naturę, którą lekkomyślnie zignorował, przez głód, zimno, choroby, kozacką partyzantkę, które broniły świętą Rosję przed tą armią rozbójników i najemników zagubionych w ogromie zimy Wielkiej Rosji ..."    

Wolne tłumaczenie z książki "Napoleon", autor: Bruno Lagrange, Paryż 2003.

"... To był sen błąkający się we mgle, jakieś misterium, procesja cieni na tle ciemnego nieba. Samotność niezmierzona, okrutna, wlokła się przez niekończącą się białą równinę jak milcząca zemsta. Siwe niebo, bez pośpiechu spowijało ginącą armię monotonnie padającym całunem śniegu i każdy czuł się sam na sam ze śmiercią ...

... Czy wyjdziemy w końcu z tego królestwa śmierci ? Nasi wrogowie to kto! Car ? Generał Mróz ? O! Generał Mróz jest gorszy! Odrzucaliśmy armaty aby ogrzać się przy ogniu palonych lawet. Kto się zatrzymał, ten umierał. Zagubiony, ponury wąż ludzkich postaci wił się coraz wolniej wśród białej pustyni, pożerany przez nią bezlitośnie ..."                   

Wolne tłumaczenie tekstu ze zbioru "Les Châtiments" (Kary) Wiktora Hugo.

*    *    *

"... Moje losy zaniosły mnie z rodziną na dalekie Polesie, gdzie miałem bliskiego druha z czasów nauki gimnazjalnej, nazwiskiem Waldemar Ziemiński. Był on synem dziedzica na Polesiu i gospodarzem na rodzinnych włościach. Druh ten był jedynym synem, a zatem natychmiast po ukończeniu gimnazjum przejął od ojca gospodarstwo. O tym wszystkim opisał mi w listach, bo jak wiesz, utrzymywaliśmy ze sobą przez cały czas serdeczny przyjacielski kontakt. Będąc zmuszony opuścić dobra rodzinne niezwłocznie, skontaktowałem się z tym przyjacielem, który z otwartymi ramionami wyraził zgodę na przyjęcie mnie wraz z rodziną na swoich dobrach, a nawet przysyłał powozy dla ułatwienia naszej podróży. Nie zawiodłem się na jego przyjaźni nigdy!

Wyjechałem, jak wiesz drogi braciszku, z żoną i trójką dzieci, synami: dziewięcioletnim Adamem, sześcioletnim Jerzym, no i prawie już trzyletnim Wojciechem. Zatrzymałem się u tegoż druha w miejscowości Otołczyce, niedaleko Pińska. Przy pomocy Ziemińskiego, za otrzymane od matki środki, odkupiłem od spadkobiercy hrabiego Strawińskiego część jego majątku i rozpocząłem gospodarowanie na swoim. Poleski dziedzic Strawiński, umierając, podzielił swoje dobra dla trzech swoich spadkobierców. Jeden z nich, nie mając predyspozycji do gospodarki na roli, sprzedał swoją część mnie ..."

Wspomnienia Eustachego Serdakowskiego z IX-go rozdziału kroniki „Opowiadania i Legendy”. Autor: M. Dowgielskij, Moskwa 1882.

 *    *    * 

Do tej pory nie wiele wiem jak potoczyło się życie Eustachemu na nowym gospodarstwie, ale na pewno nie było mu źle. Syn jego, Jerzy, kontynuował zarządzanie majątkiem Otołczyce, mimo że nie był najstarszym synem Eustachego. Jerzy ożenił się z Korsakówną, która ponoć brała czynny udział, jako powstaniec, w walce z carskim okupantem i opowiadała wnukom (między innymi mojemu stryjowi Henrykowi) jak to przewoziła pociągiem dynamit pod suknią, mając za towarzysza przedziału mężczyznę, który cały czas palił fajkę! Nie wiem również wiele na temat sposobu życia i rządzenia majątkiem przez Jerzego. Przekazał on dobra najstarszemu synowi Zygmuntowi, który ożenił się z Anną Koźlakowską z Mławy, która przyjechała na wakacje do posiadanego przez rodzinę Koźlakowkich majątku w Wólce Dostojewskiej, położonej w odległości około dziesięciu kilometrów od Otołczyc. Przypuszczam że Eustachy i Jerzy spoczęli na otołczyckim cmentarzu, po którym dzisiaj nie ma już nawet śladu.

"… Tor kolejowy przebiegał tuż koło lasków sosnowych między którymi leżały mogiłki. Porastały je odwieczne sosny o pokręconych konarach zwisających nad mogiłkami. Wyniosłe czuby sosen widziało się z bardzo daleka, bo miejsce na wieczny odpoczynek było wybrane na wysokiej wydmie piaszczystej górującej nad otaczającymi ją bagnami. Każdy z nas jadąc do domu musiał popatrzyć na mogiłki, jakby witając tym swe miejsca rodzinne. Gdy się odjeżdżało, to z okna wagonu posyłano pożegnanie dla tego, co drogie i do czego się tęskni w obcych stronach …"  

Z książki Franciszka Wysłołucha : "Na ścieżkach Polesia", Londyn 1976.

*    *    *

Zygmunt przejął gospodarzenie na Otołczycach od ojca Jerzego, prawdopodobnie po pierwszej wojnie światowej. Był doskonałym myśliwym, niezłym rolnikiem, ale miał kłopoty z administracją. Jego najbliższy sąsiad, nadal żyjący Leon Onichimowski, tak wspomina sąsiadów: "… Najbliższymi naszymi sąsiadami byli Serdakowscy. Właśnie stąd, ze wzgórza, na którym kiedyś był kościół, widać było pusty plac po czworakach dla robotników, zabudowaniach gospodarczych i domu mieszkalnym. Byli to dobrzy gospodarze, mieli około czterystu hektarów ziemi i lasów, stawy rybne, cegielnię i przez pewien czas młyn parowy. Ten właśnie młyn, kupiony kiedyś od Marii Rodziewiczówny, prawie ich zrujnował. Zerwał się kamień młyński i zabił młynarza. Odszkodowanie pochłonęło oszczędności i wpędziło w długi …  Siedząc na miejscu dawnego kościoła nasunęły mi się też inne wspomnienia. W każdą niedzielę i święta tu właśnie ciągnęła okoliczna ludność katolicka … Latem, przybysze z odleglejszych miejscowości siadali przed kościołem i wkładali buty … "

*    *    *

Mój ojciec, Edmund Serdakowski, syn Zygmunta, wyjechał na nauki wyższe do Warszawy, do szkoły inżynierskiej Wawelberga i Rotwanda, gdzie studiował inżynierię elektryczną. W 1936-ym ożenił się z moją mamą, Marią Szaniawską w Warszawie i porzucając studia wrócił do Otołczyc obejmując rządy w majątku. Nie trwało to długo. We wrześniu 1939-go wybuchła wielka wojna i musieliśmy uciekać przed prześladowaniami, zarówno komunizujących chłopów poleskich jak i hitlerowców. W 1945-ym dziadkowie Zygmunt i Anna otrzymali piętnastohektarowe gospodarstwo rolne w Anastazewie, niedaleko Aleksandrowa Łódzkiego i tam osiedli, próbując kontynuować uprawę roli. Bez robotników i maszyn była to praca ponad siły starzejących się ludzi. W 1946-ym przyjechał do Anastazewa mój ojciec Edmund, próbując utrzymać gospodarstwo, ale i on musiał dać za wygraną. W 1949-tym przenieśliśmy się do małego mieszkania w Aleksandrowie Łódzkim, a ojciec wrócił do wyuczonego zawodu elektryka. W 1953-cim, Maria i Edmund Serdakowscy zamienili małe mieszkanie na letniskowy domek, w którym, po kilkakrotnych przeróbkach, mieszkali do śmierci: Marii w 1991-szym, a  Edmunda w 1994-tym roku.

Podróże geodety    Początek strony

Tekst ©2004-2009 Krzysztof Serdakowski

horizontal rule

W celu stałego ulepszania zarówno zawartości jak i szaty graficznej tych stron, serdecznie proszę Szanownych Gości o pozytywną krytykę mojej pracy, przez napisanie kilku słów opiniujących zarówno to co się Państwu na moich stronach podobało, jak i znalezione błędy czy braki. Obiecuję odpowiedzieć szybko na każdy list. Dziękuję z góry!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bronisław Serdakowski: Ten mój daleki krewny mieszka na stałe w Dębnie Lubuskim, w Polsce. Posiada stronę internetową o adresie: www.bronser.webpark.pl i można do niego napisać na elektroniczny adres: bronser@wp.pl.

Powrót do tekstu Krótkiej historii Rodu        Powrót do strony głównej Serdakowskich

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kozak i Tatar: Rysunek w owalu przedstawia zaczajonego w zasadzce kozaka, którzy oryginalnie byli przybyszami z dalekiej Mongolii, mocno przemieszanymi ze stepową ludnością byłego księstwa kijowskiego i którzy stopniowo objęli w posiadanie rozległe stepy nad Dnieprem. Żyli z najemnej służby wojskowej ochrony pogranicza sąsiadujących mocarstw: Królestwa Polskiego, Wielkiej Rosji, Chanatu Krymskiego i nawet Sułtanatu Otomańskiego. Duża ich część żyła ze zwykłego rozboju.

Rysunek w prostokącie przedstawia ordyńca (żołnierza) tatarskiego, ludu który zamieszkiwał wybrzeża morza Czarnego należące w XVII-tym wieku do Chanatu Krymskiego i Sułtanatu Otomańskiego. Powrót

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tatarzy: "... Ciepłe, popołudniowe słońce pięknego, letniego dnia oblewało swoimi promieniami okolice stepu nad rzeką Kumą w dalekim Tatarstanie. W niewielkiej odległości od rzeki, w jej zakolu i na płaskowzgórzu, położona była plemienna osada składająca się z kilkunastu jurt. W środku osady, prawie w centralnym miejscu, widoczna była okazalsza jurta, większa i bardziej ozdobiona trofeami. Ta jurta, jak można się było domyśleć, należała do przywódcy szczepu i jego rodziny. Wszystkie jurty były w pewnej odległości od siebie i każda z nich była ogrodzona płotem z cienkich żerdzi pochodzących z widocznego w dali lasu, rozciągającego się u podnóża niewielkich gór ..."  

Z kroniki „Opowiadania i Legendy”, autor: M. Dowgielskij, Moskwa 1882.

Rysunki przedstawiają kobiety i mężczyzn tatarów w ubiorach z opisywanej epoki.

Powrót

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Napoleon i jego generałowie: Obraz namalowany przez E. Messonier i znajdujący się w muzeum d'Orsay w Paryżu. Powrót

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powrót z pod Moskwy:   Obraz nieznanego artysty znajdujący się w kolekcji Bernarda Crochet. Powrót  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Forsowanie Berezyny: Obraz, a właściwie akwarela nieznanego autora, przedstawiająca forsowanie rzeki Berezyny na Białorusi pod koniec odwrotu Wielkiej Armii cesarza Napoleona z pod Moskwy, znajduje się w Muzeum Wojska na placu Inwalidów (Hôtel des Invalides) w Paryżu. Powrót

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

"Ostatni powstaniec" - Obraz Jacka Malczewskiego. Powrót

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Chata poleska: Ta chata poleska jest fragmentem obrazu namalowanego na Polesiu przez jakiegoś miejscowego artystę i ofiarowanego mojemu ojcu Edmundowi, lub przez niego zakupionego. Obraz ten zawsze wisiał nad łóżkiem ojca, od kiedy pamiętam, aż do jego śmierci.

Powrót

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Anastazew: Mała wieś w powiecie łęczyckim położona na gruntach piaszczystych, a więc mało urodzajnych. W latach !960-tych obszary rolne wsi przeznaczono pod zalesienie, a wieś do całkowitej likwidacji, ale planu nie wykonano. Do dzisiejszego dnia (2001) funkcjonuje w Anastazewie kilka gospodarstw rolnych, a kilka innych zostało zamienionych na działki letniskowe. Ten ostatni los spotkał byłe gospodarstwo i dom Serdakowskich. Dom zmniejszono o jedną trzecią, frontowa elewacja została otynkowana i pomalowana na biało, obora i stodoła zostały całkowicie rozebrane. Zachował się jedynie stary piec chlebowy i krzaki bzów przy drodze, wśród których w latach 1940-tych stała kapliczka Matki Boskiej zbudowana przez moich rodziców, Marię i Edmunda. Pięknie dziś wygląda przeszło pięćdziesięcioletnia aleja topolowa, którą zasadzili moi dziadkowie, Anna i Zygmunt, po obu stronach głównej drogi, od granicy do granicy ich posiadłości. Na fotografii, zrobionej w lecie 2001 od strony pól widać: na tle alei topolowej, stary piec chlebowy oraz  pozostałą część domu. Powrót

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spadkobiercy Marii i Edmunda Serdakowskich: Na kilka miesięcy przed śmiercią Marii został sporządzony testament, w którym Maria i Edmund zapisali wszystko co po nich pozostało dwojgu dzieciom: Lechowi (Leszkowi) - trzy czwarte i Janinie (Ince) - jedną czwartą. Pozostałe żyjące dzieci: Krzysztof i Ewa, zostały wydziedziczone. Powrót

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Instrukcja

Aby powiększyć jakąkolwiek fotografię czy rysunek, kliknij wewnątrz obrazu. Aby wrócić do tego samego miejsca na stronie, kliknij przycisk Wstecz lub Back znajdujący się w lewym górnym rogu ekranu (browsera).

Powrót